Deszczowy Kamień | Rozdział I – Choroba.

Standardowy

Kacper był wysokim mężczyzną o idealnych, symetrycznych rysach twarzy. Jego brązowe, trochę za długie włosy dodawały mu uroku, szczególnie, gdy w brązowych, dużych oczach pojawiały się iskierki szczęścia. Z jednej strony był odpowiedzialnym, pracowitym mężczyzną, a z drugiej uroczym, pełnym energii chłopakiem. Wydarzenia sprzed kilku miesięcy zmusiły go do zmiany stylu życia i priorytetów. Tragiczna śmierć matki w wypadku samochodowym nie była dla niego wielkim wydarzeniem, bo nigdy nie miał z nią dobrego kontaktu. Dopiero świadomość, że musi zaopiekować się dwudziestoletnią siostrą sprowadziła go na ziemię. Magda była już pełnoletnia, ale miała swoje marzenia i plany i nie wiązały się one z rozpoczęciem pracy bez wykształcenia. Musiał i chciał jej pomóc. Od dziecka świetnie się rozumieli.

Kiedy tego dnia Kacper wrócił do domu od razu wiedział, że coś się stało. W mieszkaniu panowała całkowita cisza, a zdarzało się to tylko wtedy gdy Magdy nie było. Nie minęła godzina, odkąd dostał od niej wiadomość, że jest już w domu. Gdyby miała jakieś plany wiedziałby o tym. Z rosnącym niepokojem zdjął buty w przedpokoju i poszedł do pokoju siostry. Drzwi jak zwykle były zamknięte, ale z dziwnym przeczuciem, że tym razem siostra nie będzie krzyczeć, wszedł bez pukania.

Magda leżała na łóżku, odwrócona w stronę ściany. Nie zauważyła, gdy wszedł. W pierwszym momencie Kacper pomyślał, że śpi, ale było zdecydowanie za wcześnie na popołudniową drzemkę. Tym bardziej, że nigdy nie spała w ciągu dnia, nawet gdy była bardzo zmęczona. Dopiero po chwili zorientował się, że Magda płacze.

- Młoda, wszystko w porządku? – zapytał Kacper, podchodząc bliżej.

- Nic nie jest w porządku – jęknęła, po czym usiadła i spojrzała na brata.

Kasztanowe włosy miała potargane, a twarz czerwoną i spuchniętą. Duże, orzechowe oczy były przepełnione smutkiem. Łzy leciały po jej policzkach, a zachłannie połykane powietrze wstrząsało jej klatką piersiową. Działo się coś bardzo złego, bo Kacper nie widział siostry w takim stanie, nawet gdy dowiedziała się o śmierci matki.

- Młoda, co się dzieje? – zapytał, siadając obok niej i patrząc na nią z przerażeniem.

W odpowiedzi Magda wyszeptała słowa, które wywróciły ich życie do góry nogami. Nieuleczalna choroba spadła na nich jak zły czar właśnie wtedy, kiedy wszystko zaczęło się układać. Po wypadku matki wszystko szło pod górkę i dopiero od kilku tygodni ich życie wydawało się normalne. Aż do tego dnia…

- Będzie dobrze, przecież wiesz – wyszeptał Kacper, przytulając siostrę.

- To nie takie proste – jęknęła, wyplątując się z jego objęć.

Magda ponownie położyła się na łóżku, chowając twarz w poduszkę. Była dziewczyną uśmiechniętą, pełną energii; miała swoje plany i marzenia. Planowała każdy dzień, choć podchodziła do tego bardzo elastycznie. Jeśli coś koniecznie musiało być zrobione to, to robiła, jeśli nie, a wydarzyło się coś ważniejszego lub ciekawszego, to odkładała daną czynność na inny dzień. Nienawidziła nudy i siedzenia w domu. Codziennie spotykała się ze znajomymi. Jej największą pasją była fotografia, więc bez względu na to, gdzie szła miała przy sobie aparat. Robiła zdjęcia wszystkiemu i wszystkim. Najlepsze prace przedstawiały jej najbliższych – przyjaciół i brata. Nigdy nie pisała pamiętnika – zdjęcia wystarczyły.  Dodatkowo studiowała prawo. Od czasu do czasu podejmowała prace dorywcze, chcąc w jakikolwiek sposób wspomóc brata, choć on twierdził, że nie musi. W tak wyglądającym życiu nie było czasu na chorobę, rehabilitacje, wizyty u lekarza. Tego nie zaplanowała.

- Madziu, a co mówi lekarz? – spytał Kacper, wiedząc, że siostra, może nie systematycznie, ale co jakiś czas robiła badania kontrolne i do tej pory nic nie wykazały.

- Nic nie da się zrobić – odparła, nie podnosząc głowy.

- Znajdziemy jakiś sposób. Trzeba to skonsultować z kilkoma lekarzami, a nie tylko jednym. – Młody mężczyzna starał się myśleć jasno, choć w sytuacji, gdy cały świat przewraca się do góry nogami ciężko jest myśleć racjonalnie. – Z całą pewnością nie możemy się poddawać. Słyszysz?

- Tak, słyszę, a teraz zostaw mnie w spokoju – powiedziała agresywnie.

Kacper wiedział, że siostra bardzo to przeżywa, więc westchnął tylko i zostawił ją samą w pokoju.

Magda dopiero po dłuższej chwili podniosła się i usiadła na łóżku. Cały czas miała łzy w oczach, ale nie miała już siły płakać. W ciągu zaledwie dwóch tygodni wszystko się zmieniło. Najpierw zniknął jej najlepszy przyjaciel, a teraz ta choroba. Idealnie ułożony świat nagle rozsypał się na drobne kawałeczki. I nie było osoby, która potrafiłaby te kawałki na nowo ze sobą połączyć.

Przez chwilę siedziała wpatrzona w fotografie rozwieszone w całym pokoju. Wszystkie najpiękniejsze i najtrudniejsze chwile z jej życia. Na zdjęciach byli wszyscy jej najbliżsi. Kacper. Nadia. Rafał. Ola. Tymek. Mama i jej grób. A także wszystkie miejsca, które coś dla niej znaczyły. Dom. Polanka. Nie mieściło jej się w głowie, że tak nagle to wszystko miałaby zamienić na lekarzy, pielęgniarki, szpital i leki. Nie chciała.

Tak bardzo bała się tego, co miało nastąpić.

Czuła się samotna, pomimo oczywistego wsparcia Kacpra i na razie niczego nieświadomych przyjaciół.

Lekarz powiedział jej, że odmiana jej choroby jest złośliwa i nie ma większych szans na całkowite wyleczenie. Może walczyć, leczyć się i opóźniać rozwój choroby, ale już nigdy nie będzie zdrowa.

Nie tak to miało wyglądać.

Nie taki miała plan. Ale jak ktoś kiedyś powiedział, gdy człowiek robi plany, słychać jedynie złośliwy chichot losu.

 *

Magda spotkała się z przyjaciółmi dopiero kilka dni później. Nie mogła się przemóc, aby powiedzieć im prawdę. Bała się spojrzeć im prosto w oczy. Przez parę dni udawało jej się wymyślać różnego rodzaju wymówki, aby nie wychodzić z domu. Dopiero Kacper uświadomił jej, że nie może ich trzymać na dystans.

- Wiem, że jest ci ciężko i boisz się o jutro, ale nie możesz tak po prostu odpuścić. To są twoi przyjaciele i zasługują na prawdę. Zresztą nie możesz się przed nimi ukrywać do końca życia. Przecież w końcu tu przyjdą i wtedy nie będziesz miała wyboru. Po prostu się z nimi spotkaj i im powiedz.

- To nie takie proste.

- Młoda, powtarzasz się. Pomyśl o tym w ten sposób… Są twoimi przyjaciółmi na dobre i na złe, więc będą cię wspierać w tych trudnych chwilach. Przecież nie zostawią cię tylko dlatego, że jesteś chora. Kto przynosił ci leki i rosół, jak byłaś przeziębiona?

- Nadia i Ola – wyszeptała z przekąsem, wiedząc że brat ma rację.

- A kto udawał, że coś robi, a tak naprawdę tylko przeszkadzał, jednocześnie robiąc z siebie błazna?

- Tymek – uśmiechnęła się lekko wspominając.

- Bo śmiech to zdrowie. A kto przykrywał cię wtedy kocykiem i dawał dobre rady?

- Ha ha ha bardzo śmieszne, braciszku – odparła, kręcąc głową z przekąsem.

Spotkała się z nimi następnego dnia. Zaprosiła na obiad, gdy Kacper był w domu, mając nadzieję, że będzie łatwiej. Przygotowała swój specjał, jakim była pizza z mrożonki i z niecierpliwością czekała, aż przyjdzie trójka jej najlepszych przyjaciół.

Siedziała w pokoju wpatrzona w widok za oknem. Tego dnia padało, a właściwie lało. Deszcz z zacięciem uderzał w szybę, a w ciszy, która panowała w mieszkaniu wydawał się ostrzeżeniem. W Magdzie rósł strach przed tym, co miało zaraz nastąpić. Miała ochotę wziąć telefon i odwołać wszystko, ale dwie rzeczy powstrzymywały ją przed wykonaniem takiego połącznia. Po pierwsze wiedziała, że nie ma dobrego powodu dla odwołania spotkania. Po drugie oni zasługiwali na to, żeby wiedzieć. Nie mogła ich okłamywać, to nie byłoby sprawiedliwe.

Dzwonek do drzwi wyrwał ją z zamyślenia. Słyszała jak Kacper idzie do drzwi, a po chwili je otwiera. Charakterystyczny śmiech Nadii rozniósł się po mieszkaniu, a po chwili zawtórowali jej Tymoteusz i Ola. Kilka uprzejmych słów, po czym brat przyszedł po nią do pokoju.

- Uśmiechnij się i pokaż im, że nie zamierzasz się poddać – powiedział, patrząc jej prosto w oczy.

Kiedy wstawała wszystkie mięśnie ją bolały, jakby wzbraniały się przed pójściem do kuchni, gdzie czekali przyjaciele. Idąc słyszała ich rozmowę na temat nierozpakowanej jeszcze pizzy, która w pudełku leżała na blacie. Przygotowali się na to i zamierzali zabrać ją do pizzerii, ale Magda wiedziała, że to nie nastąpi. Już za kilka chwil stracą cały apetyt.

- A myślałam, że lubicie moją pizzę – powiedziała, wchodząc do kuchni. Miało to zabrzmieć jak żart, natomiast grymas, który miał być uśmiechem, zdradził wszystko.

Nagle w kuchni zrobiło się całkowicie cicho. Przyjaciele patrzyli na Magdę, jakby widzieli ją po raz pierwszy. Dziewczyna przyjrzała się każdemu po kolei.

Aleksandra stała z pudełkiem z pizzą w ręku. Długie, ciemne włosy związała w koński ogon, a piwne oczy patrzyły z przerażeniem zza okularów korekcyjnych. Była niską, szczupłą kobietą o regularnych, bardzo dziewczęcych rysach twarzy. Charakteryzowała się nieprzeciętną inteligencją, szczerym uśmiechem i swoją niezwykłą dobrocią.

Nadia i Tymoteusz stali po drugiej stronie kuchni. Oboje mieli równie zdziwione miny jak Ola. Nadia miała blond włosy, sięgające do pasa i śliczne niebieskie oczy. Zazwyczaj uśmiechała się promienne, ale w tym momencie jej uśmiech zbladł. Stojący obok Tymoteusz również nie mógł zrozumieć, co stało się z najbardziej energiczną osobą w grupie. Jedną ręką obejmował Nadię, a drugą mocno zaciskał na oparciu krzesełka. Jego piwne oczy zdawały się czegoś szukać, a wszystkie mięśnie się napięły.

- Madziu, czy wszystko jest okej? – Pierwsza odezwała się Ola. – Wyglądasz na zmęczoną.

- Usiądźcie, Magda chciałaby wam coś powiedzieć – powiedział Kacper, widząc jak siostra zaczyna drżeć na całym ciele. Widział, że ma ochotę uciec.

- Mówcie, co się dzieje, a nie! Przecież widzimy, że coś jest nie tak! – zdenerwował się Tymoteusz, jeszcze mocniej napinając mięśnie.

- Musicie… – zaczął Kacper, ale Magda mu przerwała.

- Na początek bardzo was przepraszam, że przez ostatnie kilka dni was unikałam. Nie chciałam tego, ale jak usłyszycie dalszy ciąg to na pewno mnie zrozumiecie. Tylko proszę nie przerywajcie mi. – Z każdym kolejnym słowem jej głos stawał się co raz bardziej spięty, mimo to brnęła dalej. – Nie chciałam wam tego mówić, ale Kacper uświadomił mi, że bez was na pewno sobie nie poradzę. Prócz tego bardzo was kocham i wiem, że zasługujecie na szczerą, całą prawdę. Ah, i jeszcze jedno zanim przejdę do sedna. Mam nadzieję, że ta informacja niż między nami nie zmieni.

- Magda, mów już proszę, bo Tymek zaraz rozwali ci krzesełko – odezwała się Nadia, czując jak jej chłopak z każdą chwila coraz mocniej ściska krzesło. Prócz tego chciała, choć trochę rozładować napięcie.

Lekki uśmiech pojawił się na twarzy Magdy. Właśnie takiego zapewnienia potrzebowała.

I powiedziała. Zaczęła mówić, że zostało jej kilka miesięcy. Jednak nie zdołała dokończyć zdania. Głos się jej załamała, a na twarzy pojawiły się łzy. Nie potrafiła się opanować. Osunęła się na kolana i zaczęła gorzko płakać, chowając twarz w dłoniach.

Pierwsza podbiegła do niej Ola. Usiadła obok, mocno przytuliła i głaskała po głowie, zapewniając że wszystko będzie dobrze i że zostaną z nią na dobre i na złe. Nadia zaszlochała i również podbiegła do przyjaciółki. Tylko Tymek pozostał na swoim miejscu, nadal nieświadomie ściskając oparcie krzesełka.

Kacper cicho wyszedł z kuchni, zostawiając ich samych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>